Dlaczego wybrałam reprezentowanie jednej strony transakcji
Z zewnątrz branża nieruchomości często wygląda jak szybka gra: sprzedać, kupić, zamknąć temat i iść dalej. W tym powierzchownym, nastawionym na szybki efekt obrazie, pośrednik to ktoś, kto ma zadowolić wszystkich przy stole.
Na początku swojej drogi sama wierzyłam, że to możliwe – że da się idealnie pogodzić interesy obu stron, będąc takim „złotym środkiem”. W końcu każdy chce tego samego: sprawnej i dobrej transakcji. Brzmiało to bardzo prosto.
Z czasem jednak zrozumiałam, że bycie wsparciem dla każdego oznacza w praktyce, że w kluczowym momencie nie jesteś w pełni dla nikogo.
„A gdyby udało się obniżyć cenę…”
Pamiętam jedną sytuację sprzed kilku lat, która bardzo dużo zmieniła w moim podejściu do pracy. Prowadziliśmy proces sprzedaży pięknego domu. Wszystko przebiegało świetnie, obie strony były zaangażowane i zmierzaliśmy w dobrym kierunku.
Aż do momentu, w którym kupujący zaproponował mi dodatkowe wynagrodzenie – premię, jeśli tylko uda mi się przekonać sprzedających do obniżenia ceny.
To pozornie niewinne zdanie zatrzymało mnie na dłużej. Poczułam wtedy ogromny dyskomfort. Nie chodziło nawet o samą propozycję, ale o to, co się za nią kryło.
Znalazłam się dokładnie w punkcie, w którym interesy obu stron zaczęły się drastycznie rozjeżdżać. Pojawiło się napięcie, a jedna decyzja oznaczała wymierną korzyść dla jednej strony i stratę dla drugiej.
To nie jest sprzedaż za wszelką cenę — i nigdy nie była
Zdałam sobie sprawę, że nie da się w równy sposób reprezentować interesów obu stron, jeśli naprawdę angażujesz się w swoją pracę.
Gdy moi klienci – sprzedający – dowiedzieli się o całej sytuacji, nie wycofali się ze współpracy. Po prostu odmówili sprzedaży temu konkretnemu kupującemu, mimo że wcześniej byli na niego zdecydowani.
To był bardzo ważny moment.
Uświadomił mi, że sprzedaż nieruchomości to nie jest dopinanie transakcji za wszelką cenę.
To był ich dom. Miejsce z historią, w które włożyli czas, pieniądze, ogrom emocji i kawał swojego życia. Chcieli, aby trafił w dobre ręce, do kogoś, kto to poczuje i uszanuje.
I mieli do tego pełne prawo.
Świadomy wybór jednej ze stron
Ta sytuacja nie była dla mnie komplikacją, lecz bezcenną lekcją. Zrozumiałam, że nie jestem tylko pośrednikiem między dwiema stronami.
Jestem doradcą, który zna nie tylko liczby, ale też kontekst życiowy swoich klientów. Wiem, z czym się mierzą, jakie mają obawy i co jest dla nich naprawdę ważne.
Szanuję inne modele pracy. Wiem, że na rynku działa wielu profesjonalistów, którzy świetnie odnajdują się w reprezentowaniu obu stron transakcji i robią to z sukcesami. Ja jednak zrozumiałam, że najlepiej pracuję wtedy, gdy mogę być w pełni oddana jednej ze stron.
Dlatego w Studio 42 funkcjonuje dziś jasny, butikowy standard. Niezależnie od tego, czy reprezentuję stronę sprzedającą, czy prowadzę klienta przez proces zakupu – zawsze gram do jednej bramki.
Dla osób, z którymi współpracuję, oznacza to konkretne korzyści:
– Pełna transparentność – brak ukrytych motywów i niedopowiedzeń
– Klarowna strategia – spójna i bezpieczna na każdym etapie
– Bezkompromisowość – pewność, że ktoś chroni wyłącznie ich interesy
– Prawda – nawet ta niewygodna, bo zależy mi na mądrych decyzjach
– Poczucie bezpieczeństwa – wiesz, że nie musisz się domyślać, co dzieje się „po drugiej stronie”
Spokój, który procentuje
Nie wybrałam tego modelu dlatego, że brakuje mi zaufania do ludzi. Wręcz przeciwnie – mam ogromne szczęście pracować z cudownymi, świadomymi klientami.
Chodzi o zasady. Kiedy role są jasno określone, znika chaos i pole do nieporozumień.
Z perspektywy czasu widzę, jak bardzo ta jedna decyzja ukształtowała mój sposób pracy.
Nie zależy mi na tym, by być po trochu dla każdego, ale by dać moim klientom coś, co w tej branży jest bezcenne – spokój.
Najlepszym dowodem na to, że takie podejście ma sens, są dla mnie polecenia. Klienci, którzy po latach wracają lub powierzają mi sprawy swoich bliskich, utwierdzają mnie w przekonaniu, że zaangażowanie w 100% po jednej stronie to wartość, która zostaje z ludźmi na długo po przekazaniu kluczy.
I dokładnie tak chcę pracować dalej — z osobami, które szukają nie tylko pośrednika, ale realnego wsparcia w tym procesie. 🤍
Katarzyna Wolny